(12-06-2011 03:07 PM)gambit napisał(a): Nie masz uprawnień, aby zobaczyć linki. Zarejestruj się lub Zaloguj aby zobaczyć.Czy lepiej pracować nad elementami Nie masz uprawnień, aby zobaczyć linki. Zarejestruj się lub Zaloguj aby zobaczyć., który posiadamy, czy lepiej skupić się nad cechami przeciwnymi. Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi.
Gdzieś kiedyś czytałem, że pewien gracz, który miał bardzo dobry zmysł pozycyjny, zaczął intensywnie pracować nad taktyką i zmienił repertuar debiutowy. Efekt był taki, że po roku jego siła gry podniosła się o około 200 oczek. Następnie wrócił do schematów pozycyjnych i po kolejnym roku został arcymistrzem. Niestety nie pamiętam o kim i gdzie to czytałem.
Czy podobna zmiana stylu gry na jakiś okres może wyjść na dobre?
Są różne teorie i różne podejścia trenerów (szkoleniowców). Jedni uważają, że należy się najbardziej skupić na najsilniejszych stronach ("plusach/zaletach") zawodnika, a inni że eliminowaniu najsłabszych ("minusów/wad"). Są też tacy, którzy ustalają pewne proporcje między dwoma podejściami.
Osobiście uważam, że przede wszystkim należy zwrócić uwagę na silne strony zawodnika, ale absolutnie nie pomijać jego najsłabszych (a nie tyle słabych) stron.
Są zawodnicy, którzy w początkowym etapie szkolenia grają pasywnie, budują domki, czekają na mata, itd. Dopiero "zmiana stylu" powoduje, że zaczynają "czuć prawdziwą grę", nawet pomimo chwilowego spadku poziomu gry i wielu porażek.
Dlatego podsumowując: silny zawodnik NIE MOŻE nie być na tyle uniwersalny, aby pewnych elementów nie znać i nie mieć danych umiejętności przynajmniej na średnim poziomie. Im na wyższym poziomie "słabe strony", tym silniejszy zawodnik (oczywiście "silne strony" na wysokim lub bardzo wysokim).
To w pewien sposób tak jakby Kasparow nie potrafił grać pozycyjnie, a Karpow kombinacyjnie (taktycznie). Wówczas ŻADEN z nich nie byłbym Mistrzem Świata... i pewnie obaj zostaliby jedynie przeciętnym IM lub GM.
Nie polecam w pełni koncentrować się na słabych stronach, ponieważ zwykle rozwijanie silnych stron daje lepsze efekty ("siłę przebicia") niż jedynie eliminowanie najsłabszych.
Szacunkowo proponuje proporcje: 60-70% czasu i wysiłku (pracy) nad silnymi stronami, zaś 30-40% na słabymi (a dokładniej najsłabszymi, czyli tymi, które BARDZO mocno hamują nasz rozwój i jakość gry).
Na moim przykładzie mogę podać, że dawniej byłem graczem kombinacyjnym (taktycznym) ślepym na zagadnienia pozycyjne (o strukturze pionów nawet wówczas nie myślałem, bo wiedziałem, że taktycznie wszystko posprzątam). Po 1,5 roku pracy nad grą pozycyjną (a ściślej nad obroną, większą uwagą odnośnie struktury pionowej, bezpieczeństwa króla, itp.) moja siła gry podniosła się (a raczej poważne braki zostały wypełnione) o jakieś 100-120 oczek. Obecnie "nie szukam dymu", ale jak ktoś chce grać ostrzej, to nie boję się tego typu gry. Niemniej gdybym dawniej nie przerabiał ostrej gry... to dzisiaj bardziej agresywni i dynamiczni gracze by mną zamiatali szachownicę

.
Dlatego podsumowując: nie wierzę (i nie słyszałem), aby zmiana stylu gry wyszła komuś na złe. Oczywiście nie mówie o przypadkach, gdy ktoś początkowo uzyskiwał znacznie gorsze wyniki oraz jego jakość gry się pogorszyła (to normalny, prawidłowy objaw). Natomiast pewne jest dla mnie, że jeśli ktoś kto KOCHA i UWIELBIA grę spokojną, pozycyjną, manewrową i stopniowe "przełamywanie" pozycji... będzie "na siłę" grał pozycje ostre i dynamiczne... to wtedy zrobi sobie szachową krzywdę. Co innego jest uzupełnianie braków, a czym innym jest granie "wbrew swojej naturze" (predyspozycjom).
Inaczej mówiąc: jeśli ktoś cały czas używa (nie tylko w pisaniu!) jednej ręki, a potem na jakiś czas zacznie używać (ćwiczyć) drugą, to zwykle jego efekty będą znacznie lepsze. Jednak jeśli pisze prawą ręką, a "na stałe" będzie chciał na siłę pisać prawą... to z pewnością będzie masakra! Nie wiem czy jasno się wyraziłem, niemniej tak to widzę.